Ból. Brrr, już na sam dźwięk tego słowa robi się nam nieprzyjemnie, prawda?
Na szczęście nasze organizmy mają własne, wewnątrzpochodne substancje uśmierzające ból! I nie jest to oczywiście odkryciem Ameryki, tym bardziej, że związki morfinopodobne wynaleziono znacznie później niż człowieka .
Mowa oczywiście o słynnych endorfinach – są one uwalniane w odpowiedzi na napływające impulsy bólowe. Nazywane radośnie hormonami szczęścia działają jak leki przeciwbólowe, tylko nie zawsze wiemy jak je uruchomić.
Tu właśnie z pomocą przychodzi masaż receptorów, który potrafi wywołać niezwykłą ulgę.
W trakcie ucisku odpowiednich stref lub akupunktów pobudzane zostają komórki nerwowe, które w danym obszarze powodują ból.
Impuls wędruje do rdzenia kręgowego oraz mózgu i to właśnie tam endorfiny zaczynają imprezę.
W ten sposób możemy działać natychmiastowo – i choć wiem, że jest to czasem proces dla wytrwałych, nie dajmy sobie wmówić, że bez tabletki pod ręką jesteśmy bezbronni wobec migren, bólów brzucha, menstruacyjnych, głowy, kończyn i innych.
Jakie macie doświadczenia w tym temacie?
