Tak jak, być może, większość z Was, znałam bańki nie tylko z opowieści, ale również z autopsji, bo faktycznie kilka razy w życiu wylądowały na moich plecach, ale to raczej pieśń przeszłości. Poza tym przyznam, że do tej pory nie nurtowało mnie jak to się dzieje, że pozytywnie wpływają na infekcje i różnego rodzaju dolegliwości – a przecież jest to fakt (i to ten z rodzaju autentycznych! ).
☝️ Niedawno wzięłam udział w kursie stawiania baniek, podczas którego pani doktor bardzo obrazowo wyjaśniła mechanizm działania terapii próżniowej – w dużym skrócie odbywa się to dwutorowo:
Zjawisko autohemoterapii – podciśnienie występujące w bańce powoduje wynaczynienie w miejscu przekrwienia żył. Krew znajdująca się poza naczyniami krwionośnymi (którą nasz system odpornościowy postrzega jako obce białko) staje się silnym bodźcem do wytwarzania ciał odpornościowych. W ten sposób organizm skutecznie zwalcza infekcję.
Działanie przeciwbólowe i lecznicze – odruch skórno-trzewny, czyli drażnienie receptorów skóry, mięśni i powięzi sprawia, że rozszerzają się naczynia krwionośne. Napływająca krew OCZYSZCZA chore tkanki, ODKWASZA, ODŻYWIA je i NATLENIA.
Strefy czuciowe skóry, na których ustawiamy bańki powiązane są ściśle z nerwami rdzenia kręgowego. A ten usprawnia pracę narządów i układów, które zostały pobudzone przez wytworzoną próżnię. Proste, genialne, logiczne!
Kto z Was ma już bańki w małym palcu?
